VIC-20 kontra Atari 2600: Czy „najstarszy brat” Commodore to dobra platforma do gier?

W świecie retrocomputingu pewne hierarchie wydają się nienaruszalne. Commodore 64 to król 8-bitowców, a Atari 2600 to ikona wczesnych konsol. Gdzieś pomiędzy nimi znajduje się VIC-20 – maszyna, która dla wielu jest jedynie technologicznym pomostem, a dla innych – niedocenianym klejnotem. W najnowszym spotkaniu w RetroGralni, Frabi i Borg postanowili zmierzyć się z legendą VIC-20, próbując odpowiedzieć na pytanie: czy na ten komputer rzeczywiście wyszły dobre gry i jak wypada on w bezpośrednim starciu ze swoim wielkim rywalem od Atari?

Mitologia „gołego” komputera i potęga kartridży

Punktem wyjścia do dyskusji była teza Borga, wielkiego fana Atari 2600, który twierdził, że biblioteka gier na jego ulubioną konsolę jest po prostu lepsza. Frabi podjął rękawicę, chcąc udowodnić, że VIC-20, mimo swoich ograniczeń, potrafi zaoferować wrażenia z rozgrywki na znacznie wyższym poziomie.

Kluczem do zrozumienia fenomenu VIC-20 jest nośnik. Okazuje się, że to, co znamy z wersji kasetowych czy dyskietkowych, to zaledwie ułamek możliwości maszyny. Prawdziwa moc drzemała w kartridżach. Bez rozszerzonej pamięci RAM lub właśnie bezpośredniego dostępu do danych z kartridża, 4-kilobajtowa maszyna nie mogła zdziałać cudów. Jednak gdy do gry wchodziły dedykowane moduły, VIC-20 pokazywał pazur, oferując grafikę i płynność, o których użytkownicy Atari 2600 (dysponujący zaledwie 128 bajtami pamięci RAM) mogli tylko pomarzyć.

Przegląd klasyki: Od DigDuga po Moon Patrol

Pierwszym argumentem w dyskusji był DigDug. Choć Borg określił ten wybór jako „tani chwyt” ze względu na popularność tytułu na niemal każdej platformie, musiał przyznać, że wersja na VIC-20 wygląda świetnie. Animacja postaci i specyficzna paleta kolorów – z charakterystycznym, nasyconym fioletem wynikającym z zastosowanych układów – nadawały grze unikalnego sznytu.

Kolejnym przystankiem było Pole Position. Tutaj zaskoczenie było jeszcze większe. Frabi zauważył, że port ten prezentuje poziom zbliżony do Atari 5200 czy 8-bitowych komputerów Atari, co w świecie retro jest ogromnym komplementem. Kolorowe samochody i dynamika jazdy udowodniły, że przy odpowiednim oprogramowaniu, brak sprzętowych sprite’ów w VIC-20 nie musiał być barierą nie do przejścia – programiści potrafili emulować je programowo w sposób niezwykle widowiskowy.

Nie zabrakło jednak potknięć. Lode Runner na VIC-20 okazał się doświadczeniem… specyficznym. Nietypowy system sterowania (tzw. „system ucieczkowy”, gdzie postać kopie dziury za sobą, a nie przed sobą) wywołał konsternację i brak logicznego wytłumaczenia dla niektórych rozwiązań projektowych. Z kolei Frogger ucierpiał przez brak płynności animacji, co Frabi przypisał „oszczędności na klatkach” ze strony programistów.

Techniczne niuanse: Centipede i Moon Patrol

Podczas testowania Centipede, dyskusja zeszła na tory ekonomiczne i techniczne. Gra prezentowała się solidnie, a brak kwadratowych kształtów obiektów (co było zmorą wielu wczesnych systemów) działał na korzyść komputera Commodore. Warto jednak pamiętać o cenie – w czasach świetności gry na VIC-20 były zazwyczaj droższe niż te na konsole, oscylując w granicach 20-40 dolarów, co wynikało z mniejszej popularności platformy w porównaniu do gigantów rynku konsolowego.

Prawdziwym hitem okazał się Moon Patrol. Mimo żartobliwych docinek Borga, że grafika jest „odrobinę gorsza niż na Atari”, w rzeczywistości port ten oferował pełne doświadczenie arcade: od charakterystycznej muzyki, po mechanikę skakania nad przepaściami. To właśnie takie tytuły budują renomę VIC-20 jako maszyny „dla profesjonalnych graczy”, gdzie poziom trudności często przewyższał konsolowe standardy.

Strategia i kosmos: Star Trek S.O.S. i Radar Rat Race

Ciekawym punktem programu był Star Trek S.O.S. Gra wykorzystująca perspektywę pierwszej osoby (z dodatkowym widokiem z góry) pokazała, że VIC-20 radził sobie z bardziej złożonymi symulacjami. Borg, wcielając się w rolę operatora Enterprise, musiał polegać na instynkcie, gdyż niska rozdzielczość i specyficzne ulokowanie elementów na ekranie wymagały od gracza pełnego skupienia.

Z kolei Radar Rat Race, będący klonem popularnych gier o samochodzikach (tym razem w wersji z myszami i kotami), ujawnił kolejną cechę platformy: agresywne AI. Przeciwnicy w tej grze nie wybaczają błędów, a mechanika zostawiania „niespodzianek” za sobą dodała rozgrywce specyficznego humoru.

BASIC 2.0 – Programistyczna asceza

Na zakończenie testów Frabi i Borg zajrzeli „pod maskę” systemu operacyjnego. VIC-20 przywitał ich klasycznym Commodore BASIC V2.0. Dla współczesnego użytkownika to środowisko ekstremalnie surowe. Brak dedykowanych komend do czyszczenia ekranu (brak legendarnego CLS, który trzeba zastępować kombinacją PRINT ze znakiem specjalnym) czy obsługi grafiki bezpośrednio z poziomu języka, przypomina o pionierskich czasach informatyki. Większość zaawansowanych operacji wymagała bezpośredniego „pisaniania po pamięci” (instrukcje POKE i PEEK), co z jednej strony było uciążliwe, a z drugiej – stanowiło doskonałą szkołę dla przyszłych programistów.

Werdykt: Upgrade czy tylko ciekawostka?

Czy przesiadka z Atari 2600 na VIC-20 była w latach 80. dobrym ruchem? Frabi przekonywał, że to skok o „pół generacji”. VIC-20 oferował znacznie więcej jako komputer – dawał możliwość nauki programowania i był bardziej kolorowy. Z perspektywy gracza, platforma ta wygrywa z wieloma portami na Spectrum (ze względu na brak problemu color bleeding), choć biblioteka gier na kartridżach była kluczowym warunkiem satysfakcji.

VIC-20 pozostaje maszyną paradoksów: z jednej strony ograniczoną pamięcią, z drugiej – zdolną do generowania portów arcade, które zawstydzały konkurencję. Jak podsumował Borg: „Może i jest biednie, ale przynajmniej wiadomo, o co chodzi w grze”. I to chyba najlepsza rekomendacja dla tego 8-bitowego klasyka.