Powrót legendy z Łodzi? Testujemy najnowszą serię joysticków Mat
Pytanie o to, jaki joystick kupić do retro komputera, powraca w środowisku miłośników starych maszyn jak bumerang. Wybór na rynku, choć wydaje się spory, często sprowadza się do kompromisów. Możemy sięgnąć po bezprzewodowe kontrolery od Atari 2600+ lub pójść w stronę solidnych rozwiązań typu Arcade R opartych na profesjonalnych mikrostykach. Jednak dla wielu purystów to wciąż nie to samo – to są arcade sticki, a nie klasyczne joysticki, które pamiętamy z dzieciństwa spędzonego przed Commodore 64 czy Amigą. Właśnie dlatego postanowiłem sprawdzić, co słychać u jednego z najbardziej ikonicznych zawodników na polskim rynku: Mata z Łodzi.
Kilkanaście lat z Matem w dłoni
Z joystickami marki Mat mam do czynienia od dekad. Przez 15 lat działalności Retrogralni, organizację dziesiątek imprez retro i 8 lat prowadzenia muzeum, przez moje ręce przeszło kilkadziesiąt egzemplarzy tego sprzętu. Początki były różne – od egzemplarzy „z epoki” po te kupowane już w nowszych czasach.
Doskonale pamiętam rok 2013, kiedy to fabrycznie nowy joystick Mat kosztował zaledwie 39 złotych. Wtedy uważałem je za produkt niemal idealny w swojej kategorii. Choć wychowałem się na QuickShotach, szybko doceniłem odporność łódzkich konstrukcji. Maty są, w powszechnym odczuciu, niemal niezniszczalne. Jedynym przypadkiem, gdy udało nam się trwale uszkodzić ten sprzęt, była sytuacja, w której ktoś z ogromną siłą uderzył joystickiem o stół, łamiąc plastikową obudowę. Przy normalnym, nawet bardzo intensywnym użytkowaniu, Mat jest pancerny.
Jakość na przestrzeni lat
Niestety, moje wieloletnie doświadczenie sugeruje, że jakość tych joysticków nie zawsze była stała. Te kupowane dekadę temu wytrzymywały lata intensywnej eksploatacji na publicznych pokazach. Egzemplarze nabyte zaledwie kilka lat temu wydawały się jednak słabsze. Gumki przewodzące – jedyny element, który w Macie realnie się zużywa – zaczęły tracić swoje właściwości znacznie szybciej. Odniosłem wrażenie, że producent mógł zacząć stosować gorszej jakości materiały lub korzystać ze starych zapasów, które z czasem sparciały.
Mimo to Mat ma jedną ogromną zaletę: serwisowalność. Producent z Łodzi wciąż oferuje gumki przewodzące jako części zamienne, więc przywrócenie joysticka do pełnej sprawności jest proste i tanie.
Co kryje „Nowa Seria Produkcyjna”?
Ostatnio na Allegro oraz bezpośrednio na stronie producenta pojawiła się informacja o „nowej serii produkcyjnej”. Zaciekawiony tym hasłem, postanowiłem nabyć najnowszy egzemplarz i poddać go wnikliwym testom. Przez kilka tygodni joystick był mocno eksploatowany, w tym podczas streamów z grami na Commodore 64. Przetestowałem go w „River Raid” – grze, którą uważam za ostateczny sprawdzian precyzji każdego kontrolera.
Pierwsze wrażenia? Zaskakująco pozytywne. Nowy Mat wydaje się bardziej „miękki” od tych kupowanych w ostatnich latach. Reaguje przy użyciu mniejszej siły, choć to wciąż ta sama, charakterystyczna konstrukcja – dla fanów mikrostyków czy sprężynek nadal będzie on zbyt oporny. Mat zawsze był najbardziej „matowym” w działaniu joystickiem na rynku i to się nie zmieniło.
Z ciekawości zajrzałem do środka, by sprawdzić, czy producent faktycznie zmodernizował konstrukcję. Efekt? Wewnątrz zobaczyłem w zasadzie to samo, co w modelu sprzed 10 lat. Choć rewizja płytki drukowanej uległa zmianie (ścieżki są nieco inaczej poprowadzone), sama technologia pozostała identyczna. Gumki przewodzące, które w historii bywały brązowe lub przezroczyste, w obecnej wersji znów są brązowe, ale wizualnie nie różnią się od starych. Formy wtryskowe plastiku również pozostały te same – proste, funkcjonalne, ale bez fajerwerków jakościowych.
Oficjalne zapytanie skierowane do firmy Mat potwierdziło moje przypuszczenia: technologia produkcji nie zmieniła się od ponad 20 lat. Dlaczego więc czuję poprawę w działaniu? Być może to kwestia świeżości materiałów – nowe gumki pracują po prostu lepiej niż te, które leżały latami w magazynie.
Ekonomia retro grania
Największym zaskoczeniem, i to niestety negatywnym, jest cena. Jak wspomniałem, w 2013 roku Mat kosztował 39 zł. Dziś za ten sam joystick musimy zapłacić 185 zł. To ogromny skok cenowy, który stawia ten produkt w trudnej pozycji rynkowej.
Dla porównania:
- Bezprzewodowy kontroler Atari 2600+ (również na gumkach, ale w formie arcade sticka) kosztuje około 130 zł.
- Solidny Arcade R na mikroprzełącznikach to wydatek rzędu 250–300 zł.
Gdyby Mat kosztował w granicach 145 zł, poleciłbym go bez wahania każdemu. Kwota zbliżająca się do 200 zł za technologię sprzed dwóch dekad opartą na gumkach przewodzących może wydawać się lekką przesadą.
Czy warto?
Mimo wysokiej ceny, Mat ma jedną niezaprzeczalną przewagę: jest dostępny „tu i teraz”. Inne projekty, jak choćby wyczekiwany Unitor od Unioya, wciąż są pieśnią przyszłości i nic nie wskazuje na to, by pojawiły się na rynku w najbliższym czasie.
Mat to joystick specyficzny. Jeśli lubisz charakterystykę pracy gumek przewodzących i szukasz czegoś, co przetrwa próbę czasu (a w razie czego da się naprawić w 5 minut), nowa seria z Łodzi jest solidnym wyborem. Działa precyzyjniej niż egzemplarze sprzed kilku lat i daje nadzieję na to, że producent wciąż dba o świeżość komponentów. Czy 185 zł to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej – jako społeczność retro często wydajemy większe pieniądze na znacznie mniej użyteczne gadżety do naszych komputerów. Warto mieć Mata w swojej kolekcji, choćby po to, by wspierać lokalną produkcję sprzętu, który towarzyszy nam od lat.