Piąty Element: Europejska Wizja Przyszłości w Estetyce Retrofuturyzmu

Kiedy w 1997 roku na ekrany kin wszedł „Piąty Element” Luca Bessona, światowa kinematografia science fiction otrzymała potężny impuls, który do dziś rezonuje w popkulturze. Choć film czerpie pełnymi garściami z hollywoodzkiego rozmachu, u podstaw pozostaje głęboko europejskim dziełem, łączącym francuską tradycję komiksową z unikalną estetyką i specyficznym poczuciem humoru.

Geneza i Architektura Świata

Pomysł na historię o starożytnym złu i ocaleniu wszechświata narodził się w głowie Bessona, gdy ten był jeszcze nastolatkiem. To właśnie ta młodzieńcza fantazja nadała produkcji lekkość i nieokiełznaną wyobraźnię. Przez lata reżyser szukał finansowania, odbijając się od europejskich wytwórni, które nie dysponowały budżetami pozwalającymi na realizację tak ambitnej wizji. Sukcesy filmów „Wielki Błękit” oraz „Leon Zawodowiec” otworzyły mu jednak drzwi do amerykańskich producentów, co pozwoliło na stworzenie jednego z najdroższych i najbardziej widowiskowych filmów tamtej dekady.

To, co wyróżnia „Piąty Element” na tle ówczesnego kina gatunkowego, to odejście od mrocznych, deszczowych estetyk cyberpunkowych na rzecz żywego, kolorowego i „zamieszkałego” świata. Nowy Jork przyszłości w wizji Bessona to miasto pionowe, wielopoziomowe i chaotyczne, ale jednocześnie pełne słońca i energii. Zamiast dystopijnego więzienia, otrzymaliśmy tętniącą życiem metropolię, w której latające taksówki mijają podlatujące pod okna food-trucki z chińskim jedzeniem.

Projektowanie Jutra: Artyści i Wizjonerzy

Wizualna tożsamość filmu to zasługa współpracy z gigantami francuskiej sztuki. Nad designem świata czuwali legendarni rysownicy komiksowi: Jean Giraud, znany jako Moebius, oraz Jean-Claude Mézières. To właśnie ich kreska nadała filmowi unikalny sznyt, który wielu widzom kojarzy się z antologią „Heavy Metal”. Każdy kadr jest nasycony detalami – od architektury po specyficzne technologie, które wyglądają na używane i funkcjonalne.

Za kostiumy odpowiadał Jean-Paul Gaultier, enfant terrible świata mody. Zaprojektował on setki unikalnych strojów, które stały się znakami rozpoznawczymi postaci. Od bandażowego stroju Leeloo, przez ekstrawaganckie kreacje Ruby’ego Rhoda, aż po mundury załogi liniowca Fhloston Paradise, które noszą charakterystyczne dla Gaultiera paski.

Warstwę dźwiękową przygotował Eric Serra, etatowy kompozytor Bessona. Muzyka w filmie to eklektyczny miks rytmów lat 90., motywów bliskowschodnich, jamajskich i operowych. Kultowa scena arii Divy Plavalaguny, łącząca klasyczny śpiew z cyfrowo przetworzonymi dźwiękami niemożliwymi do wykonania przez człowieka, pozostaje jednym z najbardziej ikonicznych momentów w historii kina SF.

Bohaterowie i Konstrukcja Fabuły

W centrum opowieści stoi Korben Dallas, grany przez Bruce’a Willisa. To archetyp zmęczonego życiem twardziela – byłego komandosa sił specjalnych, który próbuje odnaleźć się na emeryturze jako taksówkarz. Jego życie zmienia się drastycznie, gdy dosłownie przez dach jego wozu wpada Leeloo – Istota Idealna, wskrzeszona w laboratorium z pojedynczej komórki DNA starożytnej rasy Mondoshawanów.

Przeciwwagą dla Dallasa jest Jean-Baptiste Emanuel Zorg, w którego wcielił się Gary Oldman. Zorg to bezwzględny kapitalista, handlarz bronią i sługa „Czystego Zła”. Co ciekawe, w scenariuszu zastosowano rzadki zabieg konstrukcyjny: główny protagonista i główny antagonista nigdy nie spotykają się twarzą w twarz, mijając się jedynie w windzie podczas finałowych scen na Fhloston Paradise.

Niezbędnym elementem układanki jest postać Ruby’ego Rhoda, granego przez Chrisa Tuckera. Jako krzykliwy, hiperaktywny influencer i gwiazdor mediów przyszłości, Ruby Rhod wprowadza do filmu element satyry na rodzący się wówczas kult celebrytów. Jego postać, choć początkowo odbierana jako kontrowersyjna, z czasem została uznana za genialną przepowiednię ery mikrokontentu i mediów społecznościowych.

Mechanizmy Komedii Pomyłek

Mimo epickiego tła walki dobra ze złem, „Piąty Element” w swojej strukturze jest klasyczną francuską komedią pomyłek. Fabuła napędzana jest przez chaos: bohaterowie mylą tożsamości, gubią bilety, a różne grupy interesu – od rządu i wojska, przez kapłanów strzegących tajemnicy, aż po najemnych wojowników Mangalorów – próbują przejąć mityczne kamienie reprezentujące cztery żywioły.

Sceny na lotnisku i w hotelu kosmicznym to czysta farsa przeniesiona w realia science fiction. Każda z frakcji ma swój plan, który krzyżuje się z planami innych, prowadząc do serii zabawnych nieporozumień i dynamicznych zwrotów akcji. Całość spięta jest klamrą starożytnej przepowiedni, która głosi, że co 5000 lat pojawia się zło, które może zostać powstrzymane jedynie przez połączenie ognia, wody, powietrza i ziemi z piątym, mistycznym elementem.

Dziedzictwo i Moralitet

Finał filmu, rozgrywający się w starożytnej świątyni w Egipcie, niesie ze sobą proste, ale uniwersalne przesłanie. Leeloo, po zapoznaniu się z historią ludzkości pełną wojen i cierpienia, traci chęć do ratowania świata. To Korben Dallas musi ją przekonać, że mimo całego zła, życie jest warte ocalenia dzięki miłości. To właśnie to uczucie okazuje się katalizatorem, który pozwala uruchomić promień czystego życia i odepchnąć nadchodzącą ciemność.

„Piąty Element” nie jest filmem, który zmusza do głębokich egzystencjalnych przemyśleń w sposób, w jaki robi to „Blade Runner” czy „2001: Odyseja kosmiczna”. Jest to natomiast arcydzieło wizualne i dowód na to, że gatunek science fiction może być kolorowy, zabawny i przepełniony europejską wrażliwością artystyczną. Po latach film ten starzeje się z ogromną godnością, pozostając jedną z najbardziej oryginalnych i rozpoznawalnych wizji przyszłości, jakie kiedykolwiek trafiły na srebrny ekran.