Nintendo, Japonia i marzenia gracza: Relacja z serca interaktywnej rozrywki
Japonia dla każdego fana gier wideo jest niczym Ziemia Obiecana, ale gdy Twoje serce bije w rytmie ośmiu bitów i nierozerwalnie kojarzy się z logiem Nintendo, ta podróż nabiera niemal religijnego charakteru. Po powrocie z Kraju Kwitnącej Wiśni, bogatszy o kilogramy nadbagażu i lżejszy o sporą sumę jenów, przygotowałem dla Was kompleksowe zestawienie tego, co każdy szanujący się gracz powinien wiedzieć przed wylotem do ojczyzny Mario i Linka.
Pułapka popularności: Nintendo Museum
Zacznijmy od tematu, który rozpala wyobraźnię kolekcjonerów – otwartego niedawno pod Osaką, w miejscowości Uji, oficjalnego Nintendo Museum. Znajduje się ono tuż obok historycznej siedziby firmy, w miejscu, gdzie kiedyś produkowano karty Hanafuda. Niestety, rzeczywistość bywa brutalna: hype na to miejsce jest gigantyczny. Rezerwacje biletów wyprzedają się z półrocznym wyprzedzeniem. Próba zdobycia wejściówki na miesiąc przed wyjazdem graniczy z cudem – ja odbiłem się od ściany z napisem „sold out”.
Analizując jednak relacje tych, którym się udało, można odnieść wrażenie, że to miejsce dla specyficznego odbiorcy. Wystawa jest imponująca rozmiarami, ale – o dziwo – niezbyt interaktywna w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Wyjątkiem są gigantyczne kontrolery, którymi można sterować w dwie osoby, wymagające pełnej synchronizacji ruchów. Największym bólem dla fana retro jest jednak świadomość, że w tamtejszym sklepie z pamiątkami można dostać zestawy gadżetów dedykowane każdej konsoli w historii firmy, włącznie z Virtual Boyem. Jeśli polujecie na unikalny merch, to miejsce jest bezlitosne dla portfela.
Pokémon Center i Nintendo Shop: Gdzie kończy się rozsądek, a zaczyna mania
Jeśli nie uda Wam się dostać do muzeum, pociechę znajdziecie w oficjalnych sklepach Nintendo i Pokémon Center, które w miastach takich jak Osaka czy Tokio są niemal na każdym kroku. Pokémon Center to osobny wszechświat. Znajdziecie tam wszystko: od pluszaków w każdym rozmiarze, przez karty (które w Japonii przeżywają niesamowity renesans, a w sklepach retro znajdziecie dedykowane stoliki do gry), aż po legendarne Pokéballe. Co ciekawe, w automatach typu gacha możecie kupić Pokéballa-niespodziankę. Dopiero po otwarciu dowiadujecie się, jaka figurka trafiła do Waszej kolekcji.
Bardziej „sprzętowo” robi się jednak w Nintendo Shoppy. Choć nie kupicie tam retro konsol (dostępny jest tylko współczesny Switch), to liczba gadżetów przytłacza. W Osace sklep wydał mi się nawet lepiej zaopatrzony niż w Tokio. Każda marka, od Animal Crossing po Mario, ma swoją wydzieloną strefę. Dostępne są tam statuy do gablot, talerze z motywem monet, zestawy Lego (w tym ogromne zamki Bowsera) czy nawet markowe czajniki.
Warto jednak uważać na „pułapki na retro-gracza”. Wśród setek produktów można znaleźć idealne repliki kartridży do Famicoma. Wyglądają autentycznie, mają nawet przetłumaczone napisy ostrzegające o dbaniu o styki, ale w środku… to po prostu notesy. Prawdziwego, starego hardware’u w oficjalnych sklepach nie uświadczycie, to domena sklepów second-hand i dzielnic typu Akihabara.
Hardware dla wtajemniczonych: Kontrolery i subskrypcje
Ciekawostką dla osób posiadających usługę Nintendo Switch Online jest możliwość zakupu dedykowanych kontrolerów bezprzewodowych stylizowanych na te klasyczne. Co istotne, aby je kupić w sklepie stacjonarnym, musicie wylegitymować się aktywnym abonamentem na swoim koncie.
Największą gratką są kontrolery do Famicoma – w Europie nie są one dostępne w oficjalnej dystrybucji, więc to unikalna pamiątka. Do tego dochodzą pady do N64, które mimo swoich gabarytów i faktu, że zajmują pół bagażu, kuszą autentycznym feelingiem gałki analogowej. Choć dla wielu mogą być bezużyteczne, dla purysty granie w klasyki z N64 na Switchu przy użyciu oryginalnego układu przycisków jest bezcenne.
Gacha 2.0: „Pocięte” kontrolery jako fidget spinnery
Prawdziwym hitem, na który wydałem fortunę w automatach z kapsułami, okazały się breloczki będące replikami fragmentów kontrolerów. Nintendo wpadło na genialny w swojej prostocie pomysł: pocięli (wizualnie) pady od NES-a, Famicoma, N64 i GameCube’a na części. Można trafić na sekcję z krzyżakiem, przyciskami AB, albo start/select.
Z technicznego punktu widzenia wykonanie jest obłędne. Feeling klikania jest identyczny jak w prawdziwym sprzęcie. Wygląda to tak, jakby użyli tych samych komponentów i gumek przewodzących, co w oryginalnych padach. W środku nie ma elektroniki, ale jako „uspokajacz” dłoni podczas pracy przy komputerze sprawdzają się idealnie. Ostrzegam jednak: mechanizm losowania jest bezlitosny. Próba skompletowania całego zestawu przycisków od jednego modelu konsoli to szybka droga do bankructwa, bo automaty mają tendencję do wyrzucania dziesięciu „startów” pod rząd.
Super Nintendo World: Matryca, w którą chcesz wejść
Na koniec zostawiłem absolutny punkt kulminacyjny każdej wyprawy – Super Nintendo World w Universal Studios Japan (Osaka). To nie jest po prostu park rozrywki; to fizyczna manifestacja gry wideo.
Logistyka wejścia
Zapomnijcie o łatwym kupnie biletów przez oficjalną stronę. Najlepiej korzystać z pośredników oferujących pakiety. System jest skomplikowany: potrzebujecie biletu do głównego parku Universal oraz wejściówki „Timed Entry” konkretnie do strefy Nintendo. Polecam wariant droższy z gwarantowaną godziną wejścia. Najlepiej zaplanować to tak, by wejść za dnia, a wyjść wieczorem – oświetlenie parku zmienia się wtedy niczym poziomy w Mario z dziennych na nocne.
Immersja totalna
Do strefy wchodzi się przez tunel-rurę, by wyjść prosto do zamku księżniczki Peach. Moment wyjścia z zamku na główny plac parku jest szokujący. Znajdujecie się wewnątrz trójwymiarowego świata znanego z ekranów. Wszystko się rusza: Piranha Plants kłapią zębami, Koopy maszerują po murkach, bloki wirują, a w tle majaczą góry z charakterystycznymi cegłami. Poziom detali sprawia, że czujecie się, jakbyście zostali przetransportowani do wnętrza filmu animowanego.
Technologia w służbie zabawy
Kluczowym elementem jest Power-Up Band – opaska z tagiem NFC. Dzięki niej park staje się interaktywną grą. Możecie uderzać w bloki (tak, trzeba skakać i uderzać ręką jak Mario – mitem jest, że on to robi głową!), zbierać wirtualne monety i brać udział w mini-grach rozproszonych po całym obiekcie. Wyniki zapisują się w aplikacji na telefonie.
Główne atrakcje to rajdy:
- Mario Kart: Bowser’s Challenge: Kolejka wewnątrz zamku Bowsera. Używacie gogli rozszerzonej rzeczywistości (AR), które nakładają cyfrowych przeciwników na fizyczny tor. Nie sterujecie gokartem, ale sterujecie celownikiem i strzelacie skorupami.
- Yoshi’s Adventure: Choć dedykowany rodzinom, dla fana retro jest nawet lepszy niż Mario Kart. Jedziecie w wózku-Yoshim przez levele odtworzone w pełnej skali. Widok latających żółwi i buchającej pary z bloków z tej perspektywy jest czymś, czego nie odda żaden film na YouTube.
Dla tych, którzy wolą coś mocniejszego, otwiera się też strefa Donkey Konga z rollercoasterem symulującym „skakanie” wózka nad przerwanymi torami – technologia wykorzystana przy tym projekcie to majstersztyk inżynierii parków rozrywki.
Japonia, a w szczególności Osaka, to miejsca, które mimo komercyjnego charakteru, zachowują niesamowity klimat i jakość wykonania. Jeśli macie okazję tam być – nie wahajcie się. Tylko zabierzcie ze sobą kogoś, kto będzie pilnował Waszego budżetu, bo w świecie Nintendo dorosły człowiek traci kontakt z rzeczywistością w mniej niż pięć minut. I wiecie co? Jest to warte każdego jena.