Tanie klony atakują: Recenzja budżetowego klonu Sega Mega Drive 2 za 70 złotych
Rynek retro konsol od dekad zalewany jest przez tanie, chińskie podróbki popularnych systemów. O ile fani Nintendo i kultowego Pegasusa (Famikona) zdążyli się już przyzwyczaić do wszechobecnych „telewizyjnych gier” o wątpliwej jakości, o tyle miłośnicy Segi Mega Drive przez długi czas musieli obejść się smakiem lub szukać droższych alternatyw. Sytuacja uległa jednak zmianie, a do sprzedaży trafił sprzęt, który obiecuje magię 16 bitów w cenie, która dla wielu jest wręcz absurdalnie niska.
Konsola, o której mowa, kosztuje około 72 złote i na pierwszy rzut oka obiecuje powrót do złotej ery gier wideo. Jak to jednak bywa z produktami typu „Fan Station”, diabeł tkwi w szczegółach, a oszczędności poczynione przez producenta widać na każdym kroku.
Pierwsze wrażenie: Lekkość bytu i czołgowe opakowanie
Urządzenie przychodzi w pudełku, które graficznie nawiązuje do oryginalnych produktów Segi – znajdziemy tam logotypy, rysunki gier, a nawet śmiałe deklaracje o możliwości rozbudowy o przystawkę Mega CD. Jakość samego opakowania pozostawia jednak wiele do życzenia; sprawia wrażenie, jakby przeszło przez środek pola bitwy, zanim trafiło do rąk klienta.
Po wyjęciu konsoli z folii pierwsze, co rzuca się w oczy, to jej waga. Sprzęt waży zaledwie 250 gramów, co sprawia, że jest lżejszy od najtańszych Famiklonów dostępnych na rynku. Plastik jest cienki, a przyciski Power i Reset pracują z oporem, który budzi uzasadniony niepokój o ich trwałość. Urządzenie udaje japońską wersję Sega Mega Drive 2, co widać po charakterystycznej kolorystyce i oznaczeniach modelu MK-16311-V1.
Zawartość zestawu i akcesoria
Wewnątrz pudełka, oprócz samej jednostki centralnej, znajdziemy:
- Dwa kontrolery z napisem „Sega”, które są lżejsze i wykonane ze znacznie gorszych materiałów niż oryginały.
- Zasilacz z wtyczką beczułkową.
- Kabel audio-wideo (mono).
- Instrukcję obsługi.
Kontrolery to typowe, budżetowe konstrukcje, które można kupić za kilka złotych na popularnych serwisach aukcyjnych. Ich ergonomia i precyzja pozostawiają wiele do życzenia, ale spełniają swoją podstawową funkcję.
Wnętrze urządzenia: Królestwo „gluta”
Największe zaskoczenie czeka po rozkręceniu obudowy. Architektura tej konsoli to szczyt miniaturyzacji wymuszonej oszczędnościami. Cały układ logiczny Segi został zintegrowany w jednej, mikroskopijnej kropli żywicy, potocznie zwanej „glutem”. Obok znajdziemy jedynie kość pamięci o pojemności 16 megabitów oraz oscylator.
Taka konstrukcja tłumaczy brak wsparcia dla zaawansowanych funkcji. Mimo że obudowa posiada port Mini DIN, nie uświadczymy tu sygnału RGB. Co więcej, wyjście wideo nie jest w pełni kompatybilne ze standardem oryginalnej Segi. Próby podłączenia markowych kabli RGB czy stereo kończą się niepowodzeniem – dźwięk i obraz przesyłane są na innych pinach niż w pierwowzorze, co wymusza korzystanie wyłącznie z dołączonego, taniego przewodu.
Biblioteka gier i kompatybilność
Konsola posiada wbudowaną bibliotekę gier, choć marketingowe „360 w 1” to tradycyjna dla chińskich klonów manipulacja. W rzeczywistości gier jest około 37, a reszta to te same tytuły powtarzające się na kolejnych stronach menu. Niemniej jednak, wśród dostępnych pozycji znajdziemy klasyki takie jak After Burner czy Sonic the Hedgehog.
Kluczowym pytaniem dla każdego retro-gracza jest obsługa fizycznych nośników. Testy wykazały, że:
- Oryginalne kartridże: Działają, choć złącze w konsoli bywa kapryśne i czasem wymaga kilkukrotnego przeczyszczenia styków, by obraz „zaskoczył”.
- Everdrive (klony): Konsola radzi sobie z nowoczesnymi rozwiązaniami typu flash-cart, co pozwala na uruchamianie niemal całej biblioteki gier z karty SD, w tym tytułów z innych regionów (np. europejskiego Aladyna czy Króla Lwa).
Jakość obrazu i dźwięku
Jakość generowanego sygnału wideo jest, mówiąc wprost, słaba. Obraz jest zaszumiony i brakuje mu ostrości, którą oferują oryginalne jednostki lub droższe klony oparte na układach FPGA. Dźwięk przesyłany jest w formacie mono, co dla wielu fanów 16-bitowej muzyki może być sporą wadą, biorąc pod uwagę potencjał układu Yamaha obecnego w oryginale.
Podsumowanie: Czy warto wydać 72 złote?
Ten tani klon Sega Mega Drive 2 to produkt pełen sprzeczności. Z jednej strony mamy do czynienia z ekstremalnie tanią konstrukcją, brakiem zgodności z oryginalnymi kablami i niską jakością wykonania. Z drugiej strony, cena poniżej 80 złotych za działający system obsługujący kartridże i oferujący kultowe gry na start jest propozycją trudną do zignorowania.
Dla kolekcjonera i purysty sprzęt ten będzie jedynie ciekawostką lub „elektrośmieciem”. Jednak dla osoby, która chce niskim kosztem poczuć klimat lat 90. lub sprawdzić, czy retro granie w ogóle ją wciągnie, może to być akceptowalny punkt wejścia. W dobie, gdy ceny oryginalnych konsol Segi stale rosną, a współczesne klony Pegasusa kosztują często ponad 100 złotych, ten „chińczyk” zajmuje specyficzną niszę na samym dole rynkowej drabiny.