Atari 2600+ Pac-Man Edition: Czy sentymentalna żółć jest warta swojej ceny?

W świecie retro-gamingu rzadko zdarza się, by premiera współczesnej reedycji klasycznego sprzętu budziła tak mieszane uczucia – od czystej euforii kolekcjonerskiej, po racjonalny sceptycyzm. Najnowszy nabytek w kolekcji wrocławskiego muzeum „Gry i Komputery Minionej Ery”, czyli Atari 2600+ w limitowanej wersji Pac-Man, to idealny przykład urządzenia, które wymyka się prostym ocenom. Czy ten „żółty kanarek” to jedynie kosztowny gadżet, czy może pełnoprawny sposób na obcowanie z historią?

Pierwsze wrażenie: Estetyka, która wygrywa z rozsądkiem

Nie da się ukryć, że Atari 2600+ w wersji Pac-Man Edition (wydanej z okazji 45-lecia marki) prezentuje się fenomenalnie. Choć obudowa jest mniejsza od oryginału, nie na tyle jednak, by określić ją mianem wersji „mini”. Proporcje zostały zachowane niemal idealnie, a jakość użytych materiałów zaskakuje pozytywnie.

Szczególną uwagę zwraca frontowy panel. Choć w niektórych tańszych klonach z przeszłości mieliśmy do czynienia z marną imitacją drewna, tutaj producent zastosował wysokiej jakości materiał, który do złudzenia przypomina klasyczny fornir. Nawet faktura czarnego plastiku ma to charakterystyczne „ziarno”, które pamiętamy z lat 80. Całość dopełniają podświetlane detale: logo Atari oraz duszki z Pac-Mana, co nadaje konsoli nowoczesnego sznytu bez niszczenia klimatu retro.

Techniczne niespodzianki: Zasilanie przez HDMI?

Podczas testów konsoli doszło do zjawiska, które wprawiło w osłupienie nawet doświadczonych techników muzeum. Okazało się, że konsola potrafi pracować bez podłączonego kabla zasilającego USB, pobierając energię bezpośrednio przez port HDMI z grabbera wideo. To zjawisko „Power over HDMI” rzuca nowe światło na architekturę tego urządzenia.

Z jednej strony świadczy to o bardzo niskim poborze mocy przez wewnętrzny układ (oparty na emulatorze, a nie na technologii FPGA), z drugiej zaś sugeruje pewne braki w izolacji obwodów zasilania. Choć to fascynująca ciekawostka techniczna, pokazuje, że pod maską „starej” konsoli kryje się całkowicie współczesna, miniaturowa elektronika, która rządzi się własnymi prawami.

Kontrolery i problem funkcjonalności

W zestawie otrzymujemy bezprzewodowy joystick, który wizualnie nawiązuje do legendarnego modelu CX40, ale wzbogacony jest o kilka detali, jak np. sylwetkę Pac-Mana na drążku. Co istotne, dołączony adapter DB9 pozwala teoretycznie na używanie tego kontrolera z oryginalnym sprzętem retro.

Niestety, tutaj pojawiają się schody. Mimo że konsola jest w pełni zgodna z grami z Atari 7800, dołączony joystick posiada tylko jeden przycisk „Fire”. Tymczasem wiele tytułów z biblioteki 7800 wymaga dwóch przycisków do pełnej obsługi. Producent sugeruje dokupienie dedykowanego kontrolera za niemałą kwotę, co w kontekście ceny samej konsoli (blisko 850 zł w preorderze) budzi uzasadniony opór.

Dodatkowo, przywiązanie do tradycji posunięto tu do ekstremum – konsola nie posiada funkcji sterowania menu z poziomu joysticka. Jeśli chcemy zmienić ustawienia gry lub ją zresetować, musimy fizycznie podejść do urządzenia i przełączyć mechaniczny suwak. W dobie bezprzewodowej wygody jest to rozwiązanie, które jednych zachwyci autentycznością, a innych doprowadzi do szału.

Paradoks Pac-Mana: Świętowanie porażki czy rehabilitacja?

Wybór Pac-Mana jako motywu przewodniego tej edycji jest przewrotny. Każdy historyk gier wideo wie, że port Pac-Mana na Atari 2600 z 1982 roku, wraz z grą E.T., stał się symbolem krachu na rynku gier. Była to produkcja niedopracowana, z migoczącymi duszkami i dziwną paletą barw.

W nowym wydaniu otrzymujemy dwa kartridże. Jeden to oryginalny, wspomniany wyżej port na 2600, drugi zaś to znacznie lepsza wersja z Atari 7800. Co ciekawe, nowy kartridż z wersją 7800 ma szersze złącze krawędziowe i dodatkowe piny, co sprawia, że nie włożymy go do starego, oryginalnego Atari 2600 Juniora. Jest to świadome złamanie wstecznej kompatybilności w celach technicznych.

Warto jednak wspomnieć, że po latach gra w Pac-Mana na 2600 na nowoczesnym ekranie LCD wydaje się nieco mniej bolesna. Współczesna elektronika zdaje się lepiej radzić sobie z „migotaniem” duszków niż stare kineskopy, choć nadal pozostaje to propozycja głównie dla osób o dużej tolerancji na retro-archaizmy.

Podsumowanie: Dla kogo jest ten „kanarek”?

Atari 2600+ Pac-Man Edition to urządzenie pełne sprzeczności. Z jednej strony to piękny, świetnie wykonany kawałek hardware’u, który cieszy oko na półce i pozwala na zabawę oryginalnymi kartridżami przez HDMI. Z drugiej strony, brak drugiego przycisku w joysticku przy jednoczesnej promocji zgodności z systemem 7800 oraz konieczność manualnego resetowania konsoli to decyzje projektowe trudne do obrony z punktu widzenia użyteczności.

Czy warto wydać na nią niemal dwa razy więcej niż na standardową czarną wersję? Jeśli jesteś kolekcjonerem, fanem estetyki Pac-Mana i cenisz sobie unikalny wygląd sprzętu – odpowiedź brzmi: tak. Jeśli jednak szukasz po prostu wydajnego sposobu na granie w stare tytuły, może się okazać, że rozsądniejszym wyborem będzie standardowy model lub inwestycja w rozwiązania oparte na FPGA.

Najważniejsze cechy urządzenia:

  • Wysoka jakość wykonania obudowy (efekt forniru i podświetlenie).
  • Wyjście HDMI i obsługa oryginalnych kartridży (2600 i 7800).
  • Bezprzewodowy joystick z adapterem DB9.
  • Brak pełnego wsparcia dla gier dwuprzyciskowych w standardowym zestawie.
  • Brak możliwości obsługi systemowej z poziomu kontrolera (konieczność używania fizycznych przełączników).

Czy to najbardziej bezsensowny zakup roku, czy genialny gadżet? Granica w retro-gamingu jest wyjątkowo cienka.