Retro ze sklepu z drobiazgami: Test trzech budżetowych konsol z sieci Action

W dzisiejszych czasach estetyka retro na dobre zagościła w głównym nurcie. Widok klasycznie stylizowanych produktów w wielkich sieciach handlowych czy małych dyskontach przestał kogokolwiek dziwić. To, co jeszcze kilka lat temu uznawane było za rynkową osobliwość – jak choćby obecność konsoli do gier na półce obok chemii gospodarczej – dziś stało się codziennością. Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej ofercie popularnej sieci Action i przetestować trzy modele przenośnych maszynek, które mają przyciągać niską ceną i obietnicą powrotu do przeszłości.


Charakterystyka i pochodzenie sprzętu

Testowane egzemplarze to urządzenia marek Connect oraz Troy Companies (Dresh). Jak wykazało krótkie dochodzenie rynkowe, firmy te, pierwotnie działające osobno, połączyły siły – Dresh został przejęty przez Troy Companies. Producent ten specjalizuje się w dostarczaniu ekonomicznych, licencjonowanych produktów dla dużych sieci, takich jak Lidl czy wspomniany Action. Co ciekawe, pod marką Connect można znaleźć również inne akcesoria gamingowe, jak myszki czy klawiatury.

Ważnym aspektem tych urządzeń jest ich legalność. Firmy te współpracują z gigantami pokroju Marvela, Disneya, Lucas Arts czy Warner Brothers. Dzięki temu na konsolach nie znajdziemy pirackich kopii znanych hitów ani wątpliwych „hacków” gier z NES-a. Wszystkie zawarte w nich tytuły są oryginalnymi, choć bardzo prostymi produkcjami.


Pierwsze wrażenia: Konstrukcja i cena

Pod lupę trafiły trzy modele:

  1. Niebieska konsola pionowa (104 gry) – cena: 25 zł.
  2. Model o bardziej zaawansowanym wyglądzie (240 gier) – cena: 35 zł.
  3. Najnowszy model stylizowany na kontroler (ponad 100 gier) – cena: ok. 24 zł.

Wszystkie urządzenia łączy skrajnie oszczędne wykonanie. Obudowy wykonane są z lekkiego, „chińskiego” plastiku, co staje się szczególnie odczuwalne przed włożeniem baterii (których, co istotne, nie ma w zestawie). Urządzenia zasilane są standardowymi ogniwami, a klapki baterii zabezpieczono śrubkami, co jest ukłonem w stronę bezpieczeństwa najmłodszych użytkowników.


Analiza rozgrywki i możliwości technicznych

Model 104 gry (Niebieski)

Mimo niskiej ceny, ekran tego modelu okazał się zaskakująco czytelny. Urządzenie oferuje proste gry zręcznościowe, takie jak:

  • Match Stick Man – bijatyka w stylu Mortal Kombat z prostą grafiką.
  • Panda Runner – dynamiczna gra typu runner z mechaniką „turboskoku”.
  • Counter Strike Fire – wariacja na temat klasycznej Contry.
  • The Agent – celowniczek przypominający Operation Wolf.

Główną wadą tego modelu jest brak fizycznego pokrętła głośności – konsola startuje z maksymalnym poziomem dźwięku, co wymusza każdorazowe wyciszanie przyciskiem po resecie.

Model 240 gier

Ten wariant oferuje lepszy plastik i wygodniejszy D-pad. Gry są tu podzielone na kategorie: sportowe, walki, akcji i wyścigi. Znajdziemy tu m.in. klon Tappera o nazwie Busy Barn, gdzie serwujemy napoje zwierzętom, oraz proste wyścigi Police vs Thief. Paradoksalnie, mimo większej liczby gier, wiele z nich wydaje się mniej grywalnych niż w tańszym modelu, a sterowanie w niektórych tytułach (gaz pod przyciskiem B zamiast na krzyżaku) bywa nieintuicyjne.

Nowy model (Stylizowany na pad)

To najświeższa propozycja z Action, która zastąpiła w ofercie starsze wersje. Posiada znacznie lepszy krzyżak i, co ważne, startuje z cichym dźwiękiem. Ekran jest jednak bardzo mały, co przy grach operujących na małych grupach pikseli (np. Shark) może być męczące dla wzroku. Biblioteka gier obejmuje m.in. wariacje na temat klasyków z Atari 2600, jak Seaquest.


Podsumowanie i werdykt

Granie na tych konsolach to doświadczenie specyficzne. O ile pojedyncze tytuły potrafią pozytywnie zaskoczyć mechaniką, o tyle dłuższy kontakt z tymi urządzeniami może być nużący, a dla dorosłego gracza wręcz fizycznie męczący.

Czy warto je kupić? Jako poważny sprzęt do retrogamingu – zdecydowanie nie. Jednak jako tania, niemal jednorazowa zabawka dla dziecka na czas podróży, mogą spełnić swoje zadanie. Są bezpieczne, legalne i kosztują tyle, co nic. Należy jednak pamiętać o higienie wzroku, zwłaszcza w przypadku modeli z najmniejszymi ekranami, które wymagają trzymania urządzenia bardzo blisko oczu. To produkty z najniższej półki ekonomicznej, które nie udają niczego więcej, niż są w rzeczywistości – prostymi maszynkami do odciągnięcia uwagi na kilkanaście minut.