Wielki powrót Famiklonów: Retro konsole trafiają do dyskontów

Rynek konsol retro w Polsce rządzi się swoimi prawami. Choć pasjonaci zazwyczaj szukają oryginalnego sprzętu z epoki lub zaawansowanych emulatorów, masowy klient najczęściej styka się z technologią retro w marketach. Klony systemu NES/Famicom (w Polsce zakorzenione w pamięci jako kultowy Pegasus) co jakiś czas pojawiają się w ofertach sieci handlowych. Choć w przeszłości tego typu urządzenia bywały dostępne w sklepie internetowym sieci Biedronka, tym razem trafiły one bezpośrednio na półki placówek stacjonarnych. W oficjalnej ofercie zorganizowanej z okazji Dnia Dziecka, dostępnej od 18 do 30 maja, pojawiły się dwa modele przenośnych konsol dystrybuowanych pod marką Setty.

Za tą marką stoi wrocławska firma zajmująca się importem popularnych produktów z platform AliExpress oraz Alibaba i sprzedawaniem ich pod własnym szyldem. Same urządzenia to klasyczne chińskie konstrukcje, które poddano procesowi lokalizacji. Dystrybutor zainwestował w estetyczne opakowania oraz polskie instrukcje obsługi, co wyróżnia je na tle surowych paczek z azjatyckich portali. Z technicznego i ekonomicznego punktu widzenia mamy tu jednak do czynienia z dwoma zupełnie różnymi progami cenowymi oraz jakościowymi: modelem podstawowym za 29,99 zł oraz wersją wycenioną na 59,90 zł.

Model podstawowy (29,99 zł): Budżetowy Famiclone i jego sekrety

Tańsze urządzenie to w rzeczywistości bezpośredni klon konsoli typu „Sub” (Sup) – najtańszego, a zarazem najbardziej sprawdzonego wariantu przenośnego Famiklona, jaki od lat funkcjonuje na chińskim rynku. Biorąc pod uwagę cenę na poziomie niespełna 30 złotych, produkt na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie niezwykle okazyjnego. W zestawie – oprócz samego urządzenia – znajduje się estetyczne pudełko, instrukcja obsługi oraz kabel micro USB.

Ergonomia, budowa i zasilanie

Wizualnie konsola prezentuje się poprawnie, a fabryczna naklejka chroniąca ekran zapowiada estetyczne wykonanie. Niestety, skrajnie niski koszt produkcji niesie za sobą kompromisy jakościowe, które ujawniają się już przy pierwszym kontakcie:

  • Problemy z tworzywem: Zastosowany plastik bywa kruchy – zdarzają się przypadki natychmiastowego odłamania zatrzasku blokującego klapkę baterii, co w tego typu konstrukcjach jest wadą rzadko spotykaną na tak wczesnym etapie użytkowania.
  • Wady materiałów eksploatacyjnych: Folia ochronna na ekran potrafi mocno zespolić się z podłożem, pozostawiając po zerwaniu trudną do usunięcia warstwę kleju.
  • Ogniwo zasilające: Za zasilanie odpowiada kultowy i powszechnie znany z dawnych telefonów komórkowych akumulator typu Nokia (standard kompatybilny z BL-5C).
  • Kontrola audio: Dużym plusem w tej klasie cenowej jest obecność fizycznego potencjometru do regulacji głośności. W najtańszych modelach (entry level) dźwięk często sterowany jest cyfrowo lub nie ma go wcale; fizyczne pokrętło to element spotykany zazwyczaj w nieco droższych urządzeniach.

Analiza biblioteki gier

Najbardziej osobliwym elementem budżetowej konsolki jest jej oprogramowanie. Standardowe urządzenia typu Sup oferują zazwyczaj pakiety opisywane jako „400 in 1”, gdzie unikalnych gier bywa około 200, ale są to znane i lubiane pirackie wersje hitów z epoki NES-a. Z kolei legalnie działające w Polsce sieci handlowe (jak Lidl czy Action) sprzedają zazwyczaj mniejsze paczki prostych gier typu homebrew, stworzonych od zera tak, aby nie łamać praw autorskich.

W testowanym modelu Setty zastosowano trzecie, dość nietypowe rozwiązanie. Gier jest znacznie mniej – około 100. Nie jest to jednak legalne oprogramowanie homebrew, lecz klasyczne piraty, w dodatku często w gorszych wersjach regionalnych (w sporej części po japońsku). Dobór tytułów sugeruje specyficzną strategię: intencją było stworzenie sprzętu skrajnie taniego, opartego o gotowe ROM-y, ale jednocześnie starano się uniknąć bezpośredniego konfliktu prawnego z wielkimi korporacjami. Z listy usunięto najbardziej ikoniczne produkcje od Nintendo (jak choćby Super Mario Bros.) oraz powszechnie rozpoznawalne tytuły pokroju Contry. Zamiast tego postawiono na gry mniej oczywiste, pochodzące od mniej znanych wydawców, a także na liczne bootlegi i hacki. Mimo tych zabiegów, w pamięci urządzenia przemycono kilka bardzo znanych tytułów, wśród których wymienić można:

  • Teenage Mutant Ninja Turtles (Wojownicze Żółwie Ninja)
  • Bomberman
  • Lode Runner
  • BurgerTime

Za kwotę 29,99 zł biblioteka ta – mimo swoich wad i chaosu licencyjnego – jest akceptowalna, choć zamawiając podobny sprzęt bezpośrednio z Chin, można czasem trafić na zestaw gier lepiej trafiający w gusta zachodniego gracza (co zawsze pozostaje loterią).

Model droższy (59,90 zł): Czy segment „Premium” ma sens?

Wycenienie chińskiego klona na kwotę bliską 60 złotych stawia przed urządzeniem znacznie wyższe wymagania. W realiach platformy AliExpress taka kwota pozwala na zakup sprzętu o przyzwoitych parametrach. Model Setty za 59,90 zł budową przypomina większe konsole przenośne spotykane m.in. w sieci Action.

Zawartość opakowania i konstrukcja

Opakowanie zewnętrzne wykonano estetycznie, a w jego wnętrzu znajduje się dodatkowe pudełko chroniące sprzęt, instrukcja oraz kabel zasilający. W tym miejscu pojawia się technologiczny anachronizm: producent zastosował złącze mini USB. W czasach, gdy nawet standard micro USB uznawany jest za przestarzały, port mini USB stanowi prawdziwe retro samo w sobie i wymusza korzystanie z niemodnych już przewodów.

Konstrukcyjnie urządzenie wywołuje mieszane uczucia:

  • Obudowa: Konsola jest lekka, co potęguje wrażenie obcowania z tanią zabawką, choć spasowanie elementów stoi na znośnym poziomie i konstrukcja nie trzeszczy pod naciskiem.
  • Zasilanie: Dostęp do ogniwa zasilającego jest utrudniony – klapka baterii sprawia wrażenie atrapy lub została trwale zaklejona.
  • Wyświetlacz: Ekran jest nieznacznie większy niż w modelu budżetowym. Pod ozdobną naklejką reklamową znajduje się właściwa folia ochronna, po której zdjęciu wyświetlacz jest czysty i pozbawiony wad fabrycznych. Zaimplementowano tu także fizyczny potencjometr audio.

Dodatkowy kontroler i ergonomia rozgrywki

Głównym argumentem mającym uzasadniać dwukrotnie wyższą cenę urządzenia miał być dodatkowy pad, wizualnie stylizowany na kontroler z konsoli Sony PSP. Teoretycznie obecność drugiego kontrolera to świetny krok otwierający drogę do rozgrywek dwuosobowych. W praktyce rozwiązanie to zawodzi pod kątem mechanicznym – pad działa wyjątkowo topornie, ciężko i drętwo, co drastycznie obniża komfort jakiejkolwiek rozgrywki.

Zawartość pamięci i zestaw gier

Wersja droższa oferuje zapowiadane 200 pozycji. Struktura biblioteki różni się od tańszego modelu: większość zestawu stanowią proste minigierki typu homebrew oraz drobne modyfikacje (haki). Pojawia się tu również komponent piracki, ulokowany głównie na początkowych stronach menu wyboru.

Są to jednak pozycje na tyle niszowe, że przeciętny gracz może mieć problem z ich rozpoznaniem (jednym z nielicznych powszechniej znanych tytułów jest Rush’n Attack). Choć fani klasycznych, bazarowych „żółtych kartridży” do Pegasusa mogą odnaleźć tu znajome produkcje z dawnych lat, to ogólny dobór tytułów wypada gorzej niż w wersji budżetowej. Gry w tańszej konsoli są łatwiej przyswajalne i bardziej tolerowalne dla współczesnego odbiorcy niż zestaw zaimplementowany w droższym wariancie.

Podsumowanie i analiza rynkowa

Dystrybutor obu konsol znalazł się w marketingowej i prawnej kropce, próbując wybrać bezpieczny środek pomiędzy dwoma sprawdzonymi modelami sprzedaży:

[Konsola w pełni legalna] <---> [Konsole Setty (Środek drogi)] <---> [Chamski, pełny pirat]
(np. Lidl / Action)             (Brak hitów Nintendo,            (Wszystkie hity: Mario,
 Gry Homebrew, bezpieczne       ale wciąż nielegalne ROMy)        Contra, pełna funkcjonalność)

Zamiast zdecydować się na jedną ze stron, marka Setty stworzyła hybrydę: oferuje gry nielegalne (pirackie), ale jednocześnie mało atrakcyjne, bo pozbawione fundamentalnych hitów, które napędzają nostalgię za erą 8-bitów.

W ostatecznym rozrachunku model wyceniony na 29,99 zł broni się swoją niską ceną – mimo wad konstrukcyjnych klapki czy kleju na ekranie, wydatek rzędu trzydziestu złotych za działającego Famiklona z fizycznym potencjometrem głośności jest kwotą łatwą do zaakceptowania. Z kolei wersja za 59,90 zł jawi się jako nieuzasadniony skok na kieszeń klienta. Przestarzały port mini USB, niedziałający prawidłowo dodatkowy pad, zablokowany dostęp do baterii oraz gorsza selekcja gier sprawiają, że dopłata stu procent ceny nie niesie za sobą żadnej realnej wartości technicznej ani rozrywkowej.