Commodore 64 Ultimate kontra prawdziwy sprzęt: Czy nowa technologia zdoła zastąpić legendę?

Entuzjaści retrokomputerów dzielą się zazwyczaj na dwie grupy: ortodoksyjnych fanów oryginalnego, nietkniętego zębem czasu sprzętu oraz poszukiwaczy nowoczesnych rozwiązań, które ułatwiają życie w XXI wieku. Na rynku pojawiło się urządzenie, które ma ambicję pogodzić oba te światy – Commodore 64 Ultimate. Ta nowa wersja kultowego „Komodorka” kusi czystością wykonania, nowoczesnymi złączami i obietnicą stuprocentowej kompatybilności. Czy jednak zaawansowana emulacja i nowoczesne podzespoły są w stanie w pełni zastąpić fizyczny, oryginalny komputer i jego kapryśne peryferia? Postanowiliśmy to sprawdzić, poddając Ultimate wymagającym testom i próbując wycisnąć z niego siódme poty.

Nowoczesne retro, czyli co kryje setup

Tradycyjne stanowisko testowe fana retro wygląda znajomo: klasyczny, wysłużony Commodore 64 podłączony do oryginalnego monitora CRT tej samej firmy. Do tego odłączona, fizyczna stacja dyskietek, nieśmiertelny kartridż Final (w tym przypadku od firmy Pirat) oraz interfejs SD2IEC Borga. Taki zestaw ma swój niezaprzeczalny urok, ale i wady – sprzęt bywa zakurzony, pożółkły i humorzasty.

Obok staje Commodore 64 Ultimate. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nieskazitelna czystość obudowy. Pod maską kryje się jednak zupełnie nowa technologia. Celem eksperymentu było sprawdzenie konkretnych scenariuszy (use cases), w których wirtualne rozwiązania mogłyby polec w starciu z fizycznymi odpowiednikami. Założenie było proste: przetestować stabilność, kompatybilność z fizycznymi peryferiami, jakość generowanego obrazu oraz obsługę zaawansowanych trików programistycznych, z których słynie demoscena.

Walka z materią: Kopiowanie obrazów D64 i stacje dyskietek

Pierwszy test dotyczył współpracy z prawdziwą, fizyczną stacją dysków, która – choć jej stan wizualny i techniczny można było określić jako agonalny – wciąż potrafiła wydawać charakterystyczne odgłosy. Głównym problemem współczesnych użytkowników oryginalnego sprzętu jest dostęp do pewnych, działających dyskietek, które bardzo często zawodzą.

Do zarządzania plikami wykorzystano popularny przeglądarkowy program SDB (File Browser), stylem przypominający klasycznego Nortona Commandera. Na oryginalnym Commodore transferowanie obrazów D64 na fizyczne nośniki przy użyciu wcześniejszych rozwiązań na Ultimate bywało problematyczne – proces często kończył się niepowodzeniem, pozostawiając wątpliwości, czy winna jest stacja, dyskietka, czy samo urządzenie emulujące.

W trakcie obecnych testów agonalna stacja została poddana próbie formatowania. Po głośnej pracy i widowiskowych ruchach głowicy, operacja zakończyła się sukcesem, co pozwoliło na przejście do kopiowania za pomocą programu SDB i funkcji transferu. Co ciekawe, Commodore 64 Ultimate radzi sobie z całą procedurą bez najmniejszych problemów. Urządzenie pozwala na sprawne zarządzanie wirtualnymi obrazami, a integracja z fizycznym napędem przebiega pomyślnie. Zastosowanie wbudowanego fastloadera (lub rozwiązań typu Giana/JiffyDOS) znacząco przyspiesza ten proces w porównaniu do standardowego, powolnego ładowania.

Flopotron w miniaturze, czyli muzyka ze stacji dysków

Jednym z najbardziej widowiskowych testów kompatybilności elektromagnetycznej i precyzji sterowania napędem było uruchomienie programu muzycznego Drive Composer. Aplikacja ta nie generuje dźwięku za pomocą chipu SID, lecz fizycznie wymusza na stacji dysków odtwarzanie melodii poprzez odpowiednie sterowanie silnikiem krokowym (głowica pozostaje nieruchoma, gdyż nie jest potrzebna do generowania tonów). To tak zwany mini-flopotron, realizowany na prawdziwym sprzęcie.

Program został przetestowany w dwóch wariantach:

  1. Na prawdziwej stacji dysków: Utwór (w tym przypadku motyw z Żywota Briana według Monty Pythona) został skopiowany bezpośrednio do pamięci stacji, po czym wyciągnięto dyskietkę, aby uzyskać lepszy rezonans akustyczny obudowy. Efekt był wyraźny, choć okupiony charakterystycznym „pierdzeniem” zużytego mechanizmu.

  2. Na wirtualnej stacji wewnątrz Ultimate: Emulacja napędu w Commodore 64 Ultimate okazała się pod tym względem zaskakująco doskonała. Wirtualny napęd nie tylko bezbłędnie zinterpretował instrukcje Drive Composera, ale wygenerowana muzyka brzmiała wręcz czystszej niż z fizycznego, znoszonego urządzenia, eliminując nieprzyjemne trzaski. Ponadto Ultimate oferuje świetny smaczek akustyczny – wbudowany głośniczek emituje nie tylko zgrzytanie imitujące pracę głowicy, ale również realistyczny szum kręcącej się dyskietki, który cichnie dopiero chwilę po zakończeniu ładowania.

Zarządzanie systemem: Kartridże, JiffyDOS i upierdliwości menu

Choć Ultimate spisuje się świetnie, codzienne użytkowanie ujawnia kilka cech, do których trzeba się przyzwyczaić. Użytkownicy próbujący na stałe podpiąć wirtualny kartridż Final muszą przekopiować jego obraz do pamięci flash urządzenia. Dopiero wtedy pojawi się on w menu konfiguracji ROM-ów.

Pewne kontrowersje budzi funkcja Run Disk. Jest ona niezwykle wygodna, ponieważ pozwala uruchomić grę jednym kliknięciem, jednak domyślnie startuje na „pustym” komputerze – odłącza zamontowany kartridż i działa bez fastloadera, co czyni ją nieco bezużyteczną przy większych produkcjach dyskietkowych. Alternatywą jest ręczne montowanie obrazu (Mount Disk), co bywa upierdliwe, lub dokupienie licencji na system JiffyDOS i zainstalowanie go w kernelu. JiffyDOS zapewnia stałe, szybkie ładowanie, choć czasem potrafi pogryźć się z zaawansowanymi demami, zmuszając użytkownika do jego ręcznego wyłączania.

Inną niedogodnością jest brak dedykowanego, fizycznego przycisku Reset. Zamiast tego zastosowano przełącznik dźwigienkowy (kołyskowy). Ruch w dół wywołuje tzw. Freeze (zamrożenie), a sterowanie resetem lub powrotem do menu wymaga wyczucia i przytrzymania dźwigienki przez określoną liczbę sekund, co potrafi irytować.

Największą pułapką okazał się jednak Shift Lock. W Ultimate nie jest on przełącznikiem sprzętowym, przez co komputer nie oddaje w pełni mechaniki oryginału i nie posiada dedykowanej diody statusu. Podczas testów włączenie Shift Locka spowodowało zablokowanie możliwości przejścia przez ekrany wyboru ułatwień (trainerów) w grach. Co gorsza, twardy reset ustawień całego Ultimate nie resetuje statusu tego klawisza, co może prowadzić do mylnego przekonania, że urządzenie uległo awarii.

Wyciskanie siódmych potów: Technologia VCP i AGSP

Prawdziwym sprawdzianem dla Ultimate miały być gry wykorzystujące zaawansowane, nieudokumentowane funkcje układu graficznego VIC-II. Mowa tu o technice VCP (Variable Screen Placement / Positioning) oraz jej rozwinięciu AGSP (Any Given Screen Position).

Są to metody manipulacji rejestrami chipu wideo (konkretnie rejestrem $D011), które pozwalają na uzyskanie płynnego scrollingu pionowego i poziomego przy jednoczesnym, minimalnym obciążeniu procesora. Dla porównania, konkurencyjna konsola NES posiadała sprzętowe wsparcie dla takiego przewijania ekranu, natomiast Commodore 64 wymagało od programistów nie lada gimnastyki. Technika ta pojawiła się bardzo późno w historii platformy i jest powszechnie stosowana w nowoczesnych, wymagających produkcjach (takich jak seria Sam’s Journey czy Fred’s Back / Fred’s Trouble).

VCP to technika niezwykle wrażliwa na kaprysy sprzętu. Na niektórych oryginalnych, późniejszych rewizjach komputera (np. C64 C w węższych obudowach) potrafi działać niestabilnie, sypać błędami graficznymi, a w skrajnych legendach miejskich – wręcz uszkodzić układ. Do testów wykorzystano kultową grę Mayhem in Monsterland, znaną z szybkiego, płynnego scrollingu poziomego oraz zaawansowanej paralaksy w dalszych etapach.

Ultimate poradził sobie z tą technologią wzorowo. Gra działała płynnie, a scrolling pionowy i poziomy w platformówce Fred’s Trouble (gdzie bohater zielenieje wraz z upływem czasu i utratą energii) funkcjonował bez żadnych zacięć. Wynika to z faktu, że współczesne emulatory i układy FPGA mają doskonale rozpracowaną i opisaną strukturę tych rejestrów. Ultimate nie naśladuje problemów z kompatybilnością konkretnych, wadliwych serii płyt głównych, co akurat należy zapisać na plus.

Detektywistyczne śledztwo: Wrath of the Demon i jakość obrazu

Ostatnim etapem testu była mroczna gra zręcznościowa Wrath of the Demon, charakteryzująca się spektakularnym, wielowarstwowym tłem. Paralaksa składa się tam z około pięciu warstw poruszających się z różną prędkością, co tworzy niesamowity, niemal trójwymiarowy efekt głębi.

Podczas rozgrywki na Ultimate, w sekcjach walki z bossami oraz na bagnach, zauważono wyraźne „śmiecenie” grafiki w niektórych obszarach ekranu. Aby sprawdzić, czy jest to wada emulacji, czy błąd samej gry, ten sam monitor i okablowanie (zwykłe złącza Composite/Chinch) przepięto do prawdziwego Commodore 64. Okazało się, że identyczne błędy graficzne i śmieci pojawiają się również na oryginalnym krzemie. To ostateczny dowód na to, że Ultimate idealnie odwzorowuje kod gry, a anomalie były po prostu niedociągnięciem programistów z epoki.

Jeśli chodzi o czystą estetykę obrazu analogowego, Ultimate generuje sygnał bardzo wysokiej jakości. Obraz jest nieco czystszy i pozbawiony charakterystycznych pasów (tzw. jailbars), które są zmorą ekranu powitalnego BASIC w oryginalnych maszynach. Kolory na oryginalnym Commodore mogą wydawać się minimalnie bardziej nasycone, jednak różnice te wynikają ze specyfiki sygnału analogowego i można je łatwo skorygować ustawieniami monitora. Dodatkowo, po aktualizacji oprogramowania, Ultimate oferuje wsparcie dla myszek USB w systemie GEOS, co znacząco rozszerza jego walory użytkowe.

Werdykt: Czy Ultimate zagiął rzeczywistość?

Mimo usilnych starań i testowania najbardziej wymagających scenariuszy – od muzyki generowanej silnikiem krokowym, przez ekstremalne triki graficzne, aż po zaawansowane gry z paralaksą – Commodore 64 Ultimate wygrało to starcie. Urządzenie nie dało się zagiąć w żadnym punkcie technologicznym.

Cecha Prawdziwy Commodore 64 Commodore 64 Ultimate
Stan wizualny i czystość Często pożółkły, wymagający konserwacji Nowy, idealnie czysty
Niezawodność nośników Kapryśne dyskietki, ryzyko uszkodzenia napędu Bezproblemowa obsługa obrazów z USB / SD
Kompatybilność z VCP/AGSP Może być niestabilny na niektórych płytach Perfekcyjna i stabilna emulacja
Generowany obraz Obecne wady fabryczne sygnału (np. pasy) Czysty, pozbawiony zakłóceń sygnał
Klawiatura i obsługa W pełni sprzętowa (fizyczny Shift Lock) Emulowana (ryzyko zablokowania w menu)

Nowe wcielenie kultowego komputera działa co najmniej tak samo dobrze, a w wielu miejscach wygodniej i stabilniej niż oryginał. Choć ortodoksyjni fani mogą narzekać na brak fizycznego Shift Locka czy specyficzny reset, to z perspektywy technicznej Ultimate udowodnił, że jest godnym i w pełni funkcjonalnym następcą legendarnego „Komodorka”.